7 grudnia 2010

Przypowieść o mnichach

Pewnego razu dwóch świętych mężów wędrowało ścieżką przez las w pobliżu Neapolu.
Na pochylonych głowach mieli głęboko naciągnięte kaptury, które ograniczały im w znacznym stopniu pole widzenia, kiedy tak szli mamrocząc modlitwy. Doszedłszy do wąskiego strumyka zatrzymali się.
Na brzegu stała młoda kobieta w nowych butach i długiej chłopskiej sukni. Nie mogła zdecydować się na przekroczenie strumyka, najwidoczniej obawiając się, ze zabrudzi sobie suknię.
Jeden z mnichów bez chwili wahania podniósł ją i przeniósł na drugą stronę. Delikatnie postawił ją na ścieżce. Uśmiechnęła się do niego w podziękowaniu, a on skinął głową. Następnie ruszył wraz z towarzyszem w dalszą drogę. Szli w milczeniu, wreszcie ów drugi mnich, niezwykle podekscytowany, przerwał je: "Jak mogłeś to zrobić?" - zapytał wykrzywiając z dezaprobatą twarz. Jego towarzysz pogrążony głęboko w myślach, spojrzał na niego zdumiony: "Co zrobić?"
"Jak mogłeś dotknąć tej kobiety? Podniosłeś ją, trzymałeś ją i dotykałeś jej, jesteś mnichem".
"Och, a ty wciąż jeszcze niesiesz tę młodą kobietę? - odparł pierwszy mnich z iskrą rozbawienia w oku. - Ja ją zostawiłem godzinę temu".